Na schodach wiodących w budynku wydziału humanistycznego do sutereny, w której mieści się czytelnia, ktoś kiedyś zmarł, chyba był to wypadek? albo zawał? na półpiętrze.

Kiedy wybrałam się do czytelni po raz pierwszy, zostałam tam zaprowadzona przez Japonkę, która wolała iść inną drogą; to ona powiedziała mi o tym wypadku, przepraszając, że prowadzi mnie tak dookoła; ona zawsze tak chodzi, bo czuje się niepewnie na tych schodach, na których ktoś zginął.

Powiedziałam „acha” i dodałam, że pewnie też będę się czuła niepewnie, ale potem zawsze chodziłam tymi schodami, zupełnie nie czując lęku i przeważnie nie pamiętając o tej historii.

Przez dłuższy czas na półpiętrze w jednym rogu stała zielona butelka po ginie Tanqueray (z nalepką!), w której tkwił zasuszony bukiet — jeśli tak można nazwać te kilka małych chryzantemek, okręconych w folię.

W drugim rogu półpiętra jest plama, trochę jakby ktoś wylał talerz zupy; nie wiem, czy ma ona cokolwiek wspólnego z wypadkiem.

Kiedy kilka miesięcy później schodziłam, jak zwykle, do czytelni, butelki i bukietu nie było.

Po kilku dniach pojawił się sam bukiet (chyba inny, świeży?) i tak było przez dłuższy czas.

Teraz znów nie ma ani butelki ani bukietu i czuję, że tak już zostanie. Plama w lewym rogu półpiętra sie nie zmienia.


(C) 2000 Anna Zalewska