Ludzie nie lubią kotów. Źle o nich mówią. Oskarżają niesprawiedliwie. A może prawdę mówią?

Słownik chińskich postaci i zwierząt fantastycznych mówi, iż jeśli kot przejdzie po ciele zmarłego, wstępuje w nie duch. W Japonii od dawna mówiło się "Niech kot nie zbliża się do zwłok!" albo "Jak kot na poduszkę zmarłego wejdzie, zmarły się podniesie". W Korei koty miały jeszcze łatwiej: "Jak kot na dach wejdzie, przez łóżko przeskoczy, pod piec wejdzie, zmarły wstanie i chodzić będzie" (dlatego w domu, w którym ktoś zmarł, koty sznurkiem przywiązywano, bo jeszcze by na dach wskoczyły. A propos wiązania kotów sznurkiem, to kiedyś w Japonii koty na smyczach trzymano...)

W Zbiorze chińskich opowieści ludowych jest ponoć historia, jak stary opat pokonał ducha zmarłego, nad którym kot przeszedł.

Otóż w pewnym domu zmarł człowiek. Rodzina ułożyła jego ciało na desce. Nocą kot, oczywiście, hop. W jednej chwili zmarły zamienił się w "sztywniaka" (żywą mumię) i w nogi, tak jak mógł. Rodzina przelękła się gniewu sąsiadów i nic nie mówiąc, w trumnie tylko szaty zmarłego pochowała. Ale nie był to koniec, bo po kilku latach istnienie sztywniaka się wykryło. Kury i kaczki zaczęły ginąć w okolicy i stary mądry opat rozpoznał, iż to sztywniak je zabija. Sztywniak ma wszystkie kończyny sztywne, więc jak upadnie, to już powstać nie może. Wiedząc o tym, opat zamknął się w domu rodziny sztywniaka i kiedy ten nocą nadszedł, opat rzucił w niego miotłą. Powalony, żywy trup już się nie podniósł i następnego dnia rano rodzina przekonała się, że stał się zwykłym zmarłym, którego można było pochować.

Według wierzeń tajwańskich, wystarczyło, że po trumnie, w której znajdował się zmarły, przeszedł stary kot, a już zmarły podnosił się. Według jeszcze innych wierzeń - nie trzeba było do tego nawet kota, wystarczyło, iż światło słoneczne bądź księżycowe na trumnę padło...

Kotologia...


(C) 1997 Anna Zalewska